piątek, 25 września 2015

Rozdział 11 - Bez maski obojętności

Drugi rozdział tego samego tygodnia?! Kim jesteś i co zrobiłeś z Sunny?! :o
Pewnie wiele z Was zadaje sobie to pytanie, ale nie martwcie się - to wciąż ja. Przy poprzednim poście napisałam, że jestem chora i mam dużo czasu wolnego. Dzisiaj potwierdzam tę tezę, ponieważ przygotowałam dla Was poniższy rozdział. Czy tylko ja tak mam, że najlepiej pisze się blisko północy? Na prawdę! W dzień potrafię utworzyć coś krótkiego i mam wrażenie, że jakościowo jest poniżej zera. Natomiast w nocy mój umysł jest otwarty i stukam w klawiaturę jak szalona. 

Mam nadzieję, że się Was spodoba.

~~~~~~~~~

Do holu wleciał delikatny podmuch wiatru zmuszając w ten sposób firanki do niesfornego tańca. Podłoga zaskrzypiała pod wpływem ciężaru dwóch postaci. Jeden z nich ubrany był w trampki, ciemne jeansy, t-shirt z logo Rockowych Wiedźm i koszulę w kratę z podwiniętymi rękawami aż do łokci. Jego towarzysz natomiast wyglądał bardziej elegancko. Miał na sobie klasyczne czarne spodnie i białą koszulę z rozpiętym guzikiem u góry. Kolor tkaniny współgrał z jego mleczną cerą.

Hermiona obserwowała ich ze schodów. Była cała sparaliżowana ze strachu. Dopiero teraz skupiła się na ich twarzach. Jej mięśnie lekko się rozluźniły, bowiem znała przybyszy. Pomimo tego istotnego faktu nie ufała im, aby przywitać ich z szeroko wyciągniętymi ramionami. Przed oczami miała tylko obrazy lat szkolnych i wyzwiska unoszące się w powietrzu pod jej adresem. Kolejnym wspomnieniem był pokój przesłuchać Czarnego Pana. Ona klęczała trzęsąc się ze strachu w momencie, gdy tamci siedzieli i patrzyli na nią z pogardą. Zero pomocy, żadnej empatii.. pustka.

Ze spojrzeniem wypranym z emocji spojrzała w twarz Blaise’owi i Teodorowi.
Oni natomiast ze swobodą popatrzyli na siebie, posłali delikatny uśmiech i luźnym krokiem ruszyli w stronę schodów, czyli również i Hermiony. Gdy byli na równym poziomie rzucili tylko:

- Witaj, Granger.

- Cześć, Granger. - i poszli na górę.

Dziewczyna była w szoku. Nie spodziewała się tak neutralnej reakcji na jej obecność. Oczywiście domyślała się, że skoro Malfoy się rehabilituje, to z pewnością jego przyjaciele mają podobne poglądy. Poznała trochę Teodora, ale zawsze trudno było jej go rozszyfrować. W bibliotece był bardzo naturalny. Potrafił czasem zażartować i ukazać się od strony sympatycznego chłopaka. Hermiona w jego towarzystwie czuła się bardzo swobodnie. Do czasu, gdy jego przyjaciele nie dołączali do niego w czytelni… i cały czar pryskał. Stawał się oziębły i niedostępny. Nie dogryzał jej jakoś zacięcie, ale gdy wymagała tego sytuacja potrafił słowami doprowadzić ją do łez. To nie jest zbyt optymistyczne nastawienie, dziewczyno. – pomyślała. Jeśli chodzi o Blaise’a nie miała zbytniego pola do komentowania. Tego gościa nie znała kompletnie. Pomimo jakichś plotek o jego nowych „przyjaciółkach” – co nie jest też obce jego kumplom – głośnych śmiechach w Wielkiej Sali i sporadycznych docinek w jej stronę nie wiedziała o nim nic. Tylko tyle, że jest bardzo entuzjastyczny, ale to nie jest zbyt odkrywczą informacją.

Dopiero po chwili zorientowała się, że nadal stoi na schodach gapiąc się pod dziwnym kątem w stronę łuku prowadzącego na piętro. Odetchnęła kilka razy. Z przejęcia zaschło jej w gardle, ale zdecydowała się poprosić o szklankę wody domowego skrzata dopiero w swoim pokoju. No dalej Hermiono, tylko kilka kroków i będziesz na piętrze, potem przejdziesz przez korytasz szybkim i zdecydowanym krokiem, po czym trafisz do pokoju – swojego własnego azylu. – z tą motywującą myślą ruszyła.

Przekroczyła łuk dzielący hol z pierwszym piętrem i zobaczyła, że młodzi mężczyźni rozgościli się w tamtejszym saloniku i kuchni. Blaise rozkładał szklaneczki z trunkiem na stoliku, a Teodor szukał czegoś w szafce. Hermiona przeklęła się w myślach, że stanęła, a to było jednoznaczne z problemami do ponownego ruszenia się z miejsca. Patrzyła na nich chwilkę i toczyła zaciętą walkę z mózgiem o to, że jeśli zrobi jakikolwiek krok, to oni ją zauważą. Nic bardziej mylnego. Stojąc jak słup przyciągnęła zdecydowanie większą uwagę.

- Wreszcie przyszłaś, Granger. – Blaise patrzył na nią uważnie. – Skoro już tu jesteś, to może dołączysz?

- Słucham? – Hermiona miała wrażenie, że ogłuchła i ma omamy.

- Diabeł ma racje, usiądź z nami. – dodał Nott.

Dziewczyna patrzyła na nich, a w głowie słyszała szum podobny do telewizora z odłączoną kablówką. Ruszyła z miejsca w kierunku pokoju, ale stwierdziła, że to niegrzeczne iść tak bez słowa. Niewolnica, czy nie – ona zna zasady dobrego wychowania. Odwróciła się do nich i idąc powoli, ale zdecydowanie tyłem powiedziała:

- Dzięki za propozycję – jeszcze kilka kroków do tyłu – ale znajdę sobie inne zajęcie.. nie przeszkadzajcie sobie. Miłego… tego co właśnie chcecie robić! – dodając krótki zwrot grzecznościowy i jednocześnie nadal cofając uderzyła o coś na kształt ludzkiego ciała.

Zapiszczała i odwróciła się z szybkością świetlną. Za nią, a właściwie już przed nią stał Malfoy trzymający w ręce plik kart do gry w pokera.

- Co się tak wydzierasz Granger? – uśmiechnął się ironicznie – Uważaj jak chodzisz, bo następnym razem może ci się coś stać.

- No proszę… martwisz się o mnie? – spojrzała na niego podejrzanie. Pomimo bijącego z przejęcia serca zachowywała się w miarę pewnie.

Blondyn spojrzał na nią w jakiś dziwny i niezrozumiały dla niej sposób, po czym dodał szybko:

- Nie, Granger. Ja tylko ostrzegam. – i wyminął ją siadając na kanapie obok Blaise’a.

Zabini patrzył na rozgrywającą się przed chwilą scenę z lekkim rozbawieniem, a Nott… człowiek zagadka, jego twarz nie wyrażała nic. Hermiona nie czekała na dalszy ciąg wydarzeń i bez większych słów poszła w kierunku swojego pokoju, w którym się zamknęła.

- Kobiety… – powiedział ciemnoskóry chłopak z szelmowskim uśmiechem.

Draco i Teodor spojrzeli na siebie podnosząc brew w geście zdziwienia.


- Kilka godzin później –

Hermiona siedziała w swoim pokoju tak długo, że aż z nudów liczyła dziurki na suficie.

- Raz, Dwa, Trzy, … , Dwadzieścia Dziewięć, Trzydzieści, Trzydzieści Jeden. – skończyła obliczenia – Trzydzieści jeden nudnych dziurek… Trzydzieści jeden cholernie nudnych dziurek. – była sfrustrowana.

Nie mogła nic czytać, bo Malfoy jej tego zabronił. Nie chciała marnować kartek na bazgroły, a brakowało jej weny na coś wartościowego. Pić jej się nie chciało. Do łazienki też nie musiała zaglądać, bo była tam pięć minut temu. Prychła zrezygnowana. Jedyne czego potrzebowała to posiłek. Już od jakiejś godziny słyszała burczenie własnego żołądka, ale nie chciała wołać i wysługiwać się i tak już zarobionym domowym skrzatem. Jedynym wyjściem było zejście do jadalni, ale to oznaczało kolejne spotkanie z chłopakami. Zdenerwowana zsunęła się z łóżka i zaczęła okrążać pokój ustalając wszystkie za i przeciw wyjścia z pokoju. Przerwał jej kolejny dźwięk protestu żołądka, co przesądziło o losie dziewczyny.

Otwarła delikatnie drzwi i z zadowoleniem pomyślała, że nie stworzyła żadnego niepotrzebnego skrzypnięcia. Rozejrzała się po korytarzu i nie zobaczyła nikogo. Pewnie poszli już do domu - pomyślała i z uśmiechem na twarzy ruszyła swobodnym krokiem w stronę schodów prowadzących na parter. Gdy się tam znalazła skręciła w kierunku jadalni. Otworzyła drzwi i zamarła. Z powodu znikającego już słońca w pokoju byłoby ciemno gdyby nie kominek i świece zdobiące przepięknie uszykowany stół do kolacji. Jednak nie to zszokowało Hermionę, a osoby siedzące przy owym stole. Pani Narcyza, Draco, Blaise i Teodor siedzieli przy posiłku rozkoszując się swoim towarzystwem. Co jakiś czas wybuchali przemiłym dla ucha śmiechem spowodowanym prawdopodobnie żartami wypowiadanymi przez Zabiniego. Po chwili nastała cisza, bowiem ktoś zauważył dziewczynę stojącą w progu pomieszczenia i reszta odwróciła się we wskazanym kierunku. Pierwsza odezwała się Pani Malfoy:

- Hermiona, kochanie. Właśnie posłałam po ciebie skrzata, ale musieliście się minąć. Usiądź z nami. Zjemy wspólnie kolację.

Szatynka trzymając się materiał rękawa bluzki podeszła we wskazane miejsce, aby zasiąść przy arystokracji. Zauważyła, że Ognista Whiskey pozwoliła chłopakom odprężyć się na tyle, że nie okazywali się zaczepni wobec dziewczyny. Bardzo jej to odpowiadało. Na talerz nałożyła sobie sałatki z kurczakiem i trochę chleba. Do kubka nalała świeżo zaparzonej herbaty. Przez chwilę rozkoszowała się jej ciepłem i zapachem, ale gdy poczuła kolejny ucisk w żołądku mówiący Dziewczyno, ogarnij się! Najpierw daj mi papu, a potem wciągaj opary swego napoju.

Przez chwilę jedli w ciszy. Hermiona czuła się nieco winna, ponieważ przed jej przybyciem była tu całkiem inna atmosfera. Była w szoku spowodowanym przez własną postawę, ale odkrząknęła cichutko i rozpoczęła rozmowę:

- Jak tam prace w ogrodzie, Pani Malfoy? – uśmiechnęła się, aby podtrzymać swoje dobre intencje.

Narcyza natychmiast odwzajemniła ten uśmiech i podchwyciła temat. Opowiedziała jej jak przesadzała tulipany w inne miejsce, bardziej przystosowane do ich wymagań. Następnie podała kilka nazw kwiatów, niekoniecznie znanych Hermionie, ale mimo wszystko starała się opisać je w taki sposób, żeby wszyscy mogli sobie to wyobrazić. Szatynka zadała jeszcze kilka pytań, ale gdy wszystko zostało powiedziane ponownie wrócili do punktu ciszy. Dziewczyna czuła na sobie zaciekawione spojrzenie chłopaków. Udawała jednak, że nic takiego nie ma miejsca i wzięła energiczny łyk herbaty. Szybko tego pożałowała, ponieważ napój był bardzo gorący i sparzył jej język. Nie wydała jednak z siebie żadnego dźwięku protestu i odłożyła kubek na stół. Gdy wszyscy już zjedli i wypili zrobiło się jakoś swobodniej. Główną zasługą był Blaise, ponieważ on jako osoba śmiała rzucił tematem w towarzystwie:

- Tak… to może skoro już jesteśmy w taki licznym gronie, to może się poznamy? – Draco i Teodor spojrzeli na niego jak na idiotę; znali się przecież od najmłodszych lat. Ciemnoskóry chłopak przełknął ślinę i sprostował wypowiedź – To znaczy my z chłopakami się znamy i panią Narcyzę również, ale ty, Her… Granger, jesteś tak jakby nowa.

Dziewczyna była zakłopotana, bo czuła, że nastał moment, w którym powinna powiedzieć coś w stylu: Cześć, jestem Hermiona; Kocham czytać książki; Mam rudego kota; Moim ulubionym kolorem jest czerwony. Jednak w tym momencie wydawało jej się to niezwykle głupie. Patrzyła Blaise’owi w twarz, ale nie wypowiedziała ani słowa.

Draco czując się w tym momencie szefem, czy po prostu gospodarzem spróbował pomóc. Nie, żeby czuł się jakoś odpowiedzialny za tą dziewczynę, ale takie wypytywanie przyjaciela nawet jego by skrępowało.

- Blaise, jesteś tak bezpośredni, że nawet Pansy by się zachłysła. Może tak po kolei, co? Granger, to znaczy Hermiono – spojrzał na nią – To jest mój przyjaciel Blaise. Dla nas Diabeł. – wskazał na niego, a ciemnoskóry chłopak uśmiechnął się szeroko ukazując rząd śnieżnobiałych zębów – Jest to nasz osobisty, ślizgoński śmieszek. Na pewno się polubicie, jeśli nie będziesz go słuchać przez cały czas, bo inaczej mózg ci eksploduje. – na te słowa blondyn dostał kuksańca w bok od Zabiniego, który z udawanym smutkiem i złością poczuł się dotknięty ostatnim komentarzem. – A to jest Teo. Jest…

- Znam go – Hermiona uśmiechnęła się niezauważalnie w stronę Nott’a, który w podobny sposób odwzajemnił jej dwa słowa. Draco natomiast spojrzał na nich z nieodgadnioną miną. Choć nie było tego widać zirytował się wbrew własnej woli. Nie wiedział dlaczego tak reaguje na znajomość Granger z jego przyjacielem, ale tak się stało.

- Doprawdy? – dodał z udawanym zdziwieniem. – Mogę wiedzieć skąd?

- Gadaliśmy dużo w bibliotece. – wciął się Teodor. Był spokojny i nie widział w tym nic niestosownego.

- Mogłem się domyślić. Oba prymusy siedzące obok siebie w czytelni. Kłócące się tylko wtedy, gdy ślizgoni albo gryfiaki do nich przysiądą. No proszę... ciekawe. – Draco patrzył przenikliwie na tę dwójkę, ale nie mógł nic wyczytać. Dlaczego tak mnie to irytuje? – pomyślał.

- Nie bądź taką przyzwoitką, Malfoy. – powiedziała Hermiona z zaczepnym uśmiechem – Gadaliśmy tylko o książkach i innych zainteresowaniach, a ty wyszukujesz w tym jakichś skandali.

- Właśnie, Smoku. – dodał Nott. Ledwo zauważalnie jego głos pochrypiał, jakby… zesmutniał?

Blondyn wychwycił tę zmianę w przemowie przyjaciela i zaczął mu się intensywniej przyglądać. Czyżby on liczył na coś więcej od Granger? – pomyślał Draco. Zakochanie to ponoć coś naturalnego, ale dla młodego Malfoya myśl, że przyjaciel mógłby zauroczyć się byłą gryfonką była… właśnie, jaka była? Chłopak przekalkulował to sobie i jedyne co czuł to jakieś dziwne ukłucie w żołądku. Czyżby zazdrość?

Nie, to niemożliwe. O kogo mam być zazdrosny? O Granger? Niech się spotyka z kim chce. Przecież jest dorosła i może decydować o sobie. Ma prawo do pokochania Teo… Tylko dlaczego jak o tym myślę, to mam wrażenie, że oszukuję samego siebie?

Draco nagle wstał od stołu, a wszystkie oczy zostały zwrócone ku niemu. Ruszył bez słowa w kierunku wyjścia z jadalni. Przyjaciele i matka nawoływali go, ale ten nie odwracał się i brnął do przodu. Ostatnie co usłyszał przez opuszczeniem pokoju to jego własne imię wypowiedziane przez Hermionę. Nigdy nie czuł tyle empatii w swoim imieniu wypowiedzianym przez nią. Czy ona w ogóle zwracała się do niego w ten sposób? Nie przypominał sobie, ale ostatnie co postanowił przez wyjściem z jadalni, to to, że chciałby słyszeć to częściej. 

Dużo częściej. 

~~~~~~~~~

Rozdział 11 za nami. Mam nadzieję, że takie perypetie uczuciowe Wam się spodobały. Ja jestem w miarę zadowolona z całości. Koniecznie dajcie znać co myślicie w postaci komentarza. Jeśli chcecie być na bieżąco, to polecam opjcę Obserwuj
Ostatnio pojawiły się zakładki Kontakt, Autorka i Bohaterowie. Z tego ostatniego jestem najbardziej dumna. Zachęcam do zajrzenia, przeczytania i napisania komentarza również tam! 
To bardzo motywuje do dalszej pracy.
 Życzę Wam pięknego weekendu i przede wszystkim odpoczynku po szkole/pracy. 


Pozdrawiam serdecznie!
 Sunny <3

5 komentarzy:

  1. Nic dodać nic ująć! Draco, a co Ci się stało? Zazdrosny?!:o Oby tak dalej i co knuje Blaise? Nie mam weny na pisanie, wybacz kochana, ale rozdział świetny! <3
    pozdrawiam i zapraszam jutro do siebie:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy pomysł na opowiadanie , co prawda mam wrażenie że akcja toczy się troszkę za szybko , ale zdecydowanie miło się czytało wszystkie rozdziały. Oczekuje na następne rozdziały , życzę weny . Pozdrawiam . :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wiele cię jeszcze zaskoczy, bo nie wszystko potoczy się tak jak można było przypuszczać po przeczytaniu rozdziału :D

      Zapraszam do dalszego śledzenia mojego bloga!
      Pozdrawiam! <3

      Usuń
  3. Witaj, z tej strony administratorki Katalogu Granger.
    Wraz z nadejściem wakacji, na naszym katalogu nadeszły porządki. Z racji tego, że na Twoim blogu nie pojawił się żaden post od ponad pół roku, został on przeniesiony do zawieszonych. Gdy powrócisz do publikowania, poinformuj nas o tym w zakładce ZMIANY, a Twój blog powróci do aktualnych opowiadań.
    Pozdrawiamy,
    Administratorki Katalogu Granger

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcesz, by blogosfera znowu tętniła życiem? My zajmujemy się organizacją akcji, które mają w tym pomóc, ale to właśnie Ty musisz nam w tym pomóc!

    Zachęcamy do przeczytania i skomentowania świeżakowych opowiadań z akcji „Promujemy Świeżaki” (klik), a następnie wybrania spośród nich najlepszego w ankiecie. Autorki tych opowiadań bardzo na Was liczą.

    Oddaj głos na najlepsze opowiadanie w głosowaniu (klik) — masz na tylko tylko dwa dni, bo już wkrótce ogłoszenie wyników w tym konkursie.

    Zorganizowałyśmy również konkurs na miniaturkę miesiąca, w którym do wygrania nagroda książkowa, jedna z dodatkowej serii, związanej z Harrym (klik). Zapraszamy!

    Możemy liczyć na Waszą pomoc? Nie zawiedźcie nas!

    OdpowiedzUsuń